Zamążpójscie | 2010-04-28 02:36:00
...Zastanawiałam sie nieraz , dlaczego osoby piszące bloga szczególnie kobiety jak wyjdą za mąż po pięknym ślubie ...przestają pisać bloga..nie znalazłam odpowiedzi ...mnie samą dopadł ten syndrom...prawdą jest , że od dwóch miesięcy w stosie karteluszków i notesów w przepasnej szufladzie pradziadkowego biurka szukałam hasła do bloga...z drżeniem serca w wyszukiwarce pisałam blog.pl , a potem nazwe bloga "senafer"...gdzieś tam pod łopatką uwierał mnie niepokój, że administacja miała prawo po trzech miesiacach milczenia skasowac blog...ale ocalał mój mały prywatny kawałek internetu...
Po ślubie jak zamieszkaliśmy razem pierwszy raz w życiu poczułam co to jest rodzina..gdzieś w głębi serca i duszy czułam potrzebę współnoty..potrzebowałam otrzeć swoją samotność o samotność innego człowieka...czym byłam bardziej szczęśliwa w życiu prywatnym, tym gorzej układało sie w moim biznesie...kryzys bezlitosnie dopadł moje firmy w perfidnej formie... mój biznes skurczył sie ponad połowę..podpisana przed ślubem i wymuszona przez rodzinę intercyza teraz jest śmiesznym papierkiem ...przy tym stanie posiadania pies z kulawą nogą nie dałby nawet sugestii wstępu do intercyzy...Patrzący w tych zawirowaniach biznesowych okazał sie człowiekiem niezwykłym..przy nim i poczuciu bezpieczensta jaki daje nic nie jest wstanie zburzyć mojego spokoju ..mamy siebie, dwie pokrewne dusze, uzupełniające sie , złaknione siebie...dajemy sobie wsparcie bez słów ...ocieramy sie jak koty ciałem, myślą i niewidzialną nicią łączności...żadny kataklizm, żadna upadająca firma nie jest wstanie tej nici zerwać...
skomentuj (4)
żona | 2009-09-14 12:57:07
...radość mam w sercu i duszy...jesień idzie a u mnie wiosna dookoła ...jak lato bedzie wymieniać sie z jesienią i siłować, które z nich będzie rządzić na świecie...to ja żoną już będę..z suknią , obrączką z konnym zaprzęgiem, Bomblem na kucyku i moim Patrzącym u boku...Jestem szczęśliwa , w chwilach niepojetych rozumowi zapominam oddychac, żeby wydychane powietrze nie zamąciło swoim tchnieniem nic z mojego szczęscia. Wszytko juz gotowe, wszytko zorganizowane, zapłacone ,obejrzane, sprawdzone, podpisane. Muszę wymyslec nowe słowa , jeszcze piekniejsze niz miłośc, i szczęście , zeby to były moje słowa , nasze słowa ..bo co powiem słońcu..ze miłośc jest cieplejsza od niego...bo co powiem górom...że miłośc jest bardziej wszęchogarniająca niz te szczyty..bo co powiem liściom , że ciepłe gorace słowa bardziej szeleszczą niż one ...to mało..mało..bo ja teraz mam na imię miłóśc.
skomentuj (1)
Tlen | 2009-06-21 02:02:35
Mój syn w tym roku sporo płakał... bardzo nie lubi jak jestem chora...nie lubi mojego koszyczka z lekami i nie lubi wizyt mojego domowego lekarza... nabrał dorosłej wrażliwości ...ociera się o autyzm ...wszystko co mam, co jestem wstanie zdobyć poświęcam, żeby go oddalić od zamknięcia się w jego ulubionym świecie dźwięków i muzyki . Ma niezwykłe zdolności matematyczne ...może to dziedziczne , bo gdyby zmartwychwstali moi przodkowie fani matematyki i fizyki, miałabym w domu największe zagęszczenie matematyków na metr kwadratowy w promilu stu kilometrów...jestem inna od mojego syna...we mnie drzemie pośredni typ miedzy humanistką a coś tam coś tam ...dlatego może po 6 letnim flircie na AM wylądowałam na socjologii... też nie wiadomo po co ...mój syn rozpoczął edukację indywidualnym tokiem nauczania ...ma swojego pana od muzyki i matematyki i ma swój problem z brakiem zaaklimatyzowania się w tłumie większym niż dwie osoby... męczy go chodzenie , ale godzinne spacery na wiotkich nóżkach z inhalatorem w plecaku robimy regularnie ...mój syn ma swój dwujęzyczny świat, swoje przemyślenia ... w dniu jak odłączyli mi tlen , wziął mnie za rękę ...teraz ja jestem twoim tlenem ...i jest tlenem, miłością, nadzieją...
skomentuj (2)
Obnażenie | 2009-05-02 12:24:33
...od dawna Wielkanoc była zawsze dla mnie koszmarem ... w okolicach tych świat działo się coś niedobrego w mojej rodzinie... matka zostawiła mnie jako dziecko pradziadkom na wiele lat i wyjechała przed Wielkanocą...w kolejnych latach w te Święta ginęli moi bliscy, umierali, odchodzili....w jedynej w życiu potrójnej identyfikacje zwłok uczestniczyłam właśnie w czasie świąt... jakaś trauma wielkanocna wisiała nade mną od lat...w tym roku wszystko było inne. Moje umieranie i ozdrawianie i nasycenie się chęcią życia za wszelką cenę zbliżyło mnie do Boga... leżąc unieruchomiona lżej widziałam własny krzyż niż krzyż Jezusa. Tegoroczne Święta przeżyłam spokojnie z wiarą w siłę miłości wszelakiej , do Boga , do dziecka do mężczyzny , do świata ...odbywałam dobrowolne niespodziewane wewnętrzne rekolekcje i oczyszczenie z uczucia żalu, pretensji...to był czas , że w zdrowy sposób polubiłam swoją siłę wewnętrzną i wrodzoną harmonię ...było mi dane spojrzeć w siebie ...bez zarozumialstwa , z pokorą dla otrzymanych talentów... i dostrzegłam osobistą siłę , że była we mnie od zawsze przykryta jakimś szalem , siłą niezauważoną...siła niedostrzeżoną. ..nie mam wielkiego wzrostu , ale moja siła jest wyższa bo podtrzymywana przez Boga daje oparcie na następne dni...nie jestem puchem marnym, kobietką wiotką szukającą oparcia i czepiającą się wszelkich istot żywych żeby „być” żeby „żyć” ... Jezus zmartwychwstał . Prawdziwie. Ja też.... byłam blisko Boga w czasie Świat Wielkanocnych. To uczucie zbliżenia trwa aż do teraz do świąt majowych ...czyli nie jest to uniesienie chwilowe podyktowane złym stanem zdrowia...nie jestem dewotką nie biegam na msze według spisu na tablicy przed kościołem...moja wiara jest bliższa postawy przyjacielskiej rozmowy z Bogiem Tewjego mleczarza z Anatewki...albo św. Franciszka rozmawiającego z roślinami i zwierzętami...Nie było mi łatwo napisać to co napisałam ...tak jak w durnej chmurnej młodości nie było łatwo pewnego dnia stanąć w stroju topless na włoskiej plaży pełnej gołych biustów...wtedy na tamtej plaży czułam się całkiem naga z adrenaliną zawstydzenia podciągałam drżącą ręka skąpe figi...aż nadszedł moment poczucia piękna własnego ciała, i pozwolenia , żeby słońce je mogło pieścić...obnażenie może być cielesne i duchowe...adrenalina z obnażenia póki jest czujemy siłę i moc tego obnażenia ...
skomentuj (1)
Bakteria | 2009-04-06 14:50:49
...początek tego i poprzedniego roku, nie był dla mnie przyjaznym okresem w życiu ...albo wypadek samochodowy zeszłego roku , albo jak tego roku przywleczona z ciepłych krajów wredna bakteria wyłącza mnie na trzy miesiące z życia ...pokonało mnie choróbsko ...do parteru zgniotło zmęczone ciało ..zlepione potem obolałe mięsnie odmawiały posłuszeństwa...mózg rejestrował w powolnym tempie zalążki życia w sterylnym pomieszczeniu gdzie dbano o funkcje oddechowe mojego ciała...z korytarza przez kilka tygodni dochodził szmer słów hiszpańskojęzycznych....olbrzymia maszyna, koło obrotowego lóżka wspomagała mój rachityczny oddech w zaniku....uniesienie klatki piersiowej żeby zrobić oddech był czynnością ponadludzką ...więc poddałam się... zostałam rośliną...nie tęskniłam, nie myślałam , nie kochałam nie nienawidziłam, nie myślałam, mój mózg upojony lekami był w stanie hibernacji przez kilka tygodni ...przed opadającymi powiekami przesuwali się ludzie z grymasem na twarzy próbujący się uśmiechać ...mieszały się twarze personelu , bliskich z twarzami umarłych z mojej rodziny...jak wychodziłam ze stanu pół śpiączki było mi obojętne czy to świat zmarłych czy żywych , było mi obojętne czy żyję , czy podróżuję w krainie śmierci... było mi obojętne czy jestem matką, przyjaciółką, kochanką ..wirowały moje myśli , osoby, wszystkie domy z mojego życia wymieszały się w jeden pokój na jakimś poddaszu w zapyziałym małym miasteczku... stępiły się uczucia wyższe poddały się władzy leków- zasnęły...po pewnym czasie zaczęłam izolować z otoczenia ciepły dotyk na lewym przedramieniu ...Patrzący śmiał się potem ze wyrzeźbił na tym skrawku mojego ramieniu studnie do moich odczuć – jakby nie patrzeć na to wszystko jestem silna jak jasna cholera, znowu się wygrzebałam ...nawet informacje ze w tym czasie o połowe mój majątek się skrócił , ze dwie małe firmy satelity na wschodzie ogłosiły bankructwo a z firmy matki mam już połowę... nie powaliło mnie....mam dalej smak na życie ...na miłość na nabranie pełną piersią oddechu ..na ubranie na przełomie lata i jesieni białej sukni ślubnej...
skomentuj (4)
Fakty | 2008-12-10 19:02:09
...każdy ma swoje własne kombinacje słowne opisujące emocje i rzeczywistość ...
z tych kombinacji słownych budujemy własne fakty, swoją informacyjną codzienność...
...fakty są potem w nas, tylko my nie dajemy im głosu,
bo są przytłumione paplaniną mediów koło nas...
skomentuj (4)
Scherzo | 2008-11-24 00:37:57
...za oknem granat nocy siłuje się z bielą fruwającego pyłu... pierwszy śnieg dotyka w ciemności jeszcze zielonkawej trawy i w furiackim tempie pełza bezkarnie po smukłych odsłoniętych gałęziach drzew ...drobinki śniegu w obłędnym tańcu krążą po ogrodzie ...słychać jak namiętnie i lirycznie wiatr gra na strunach śniegu scherzo Wieniawskiego...
... stoją we dwoje za kotarą... w szybie odbijają się cienie ich postaci, które w uścisku się zwarły... napięta pętelka od guzika strzela ...ciepło oddechu i dłoni rozluźnia mięśnie... guzik spada na posadzkę i wiruje w swoim tańcu namiętności... jak przyśpieszony oddech zakreśla koła czułości... czym mniejsze koła tańczy guzik na posadzce, tym wiatr nabiera rozpędu...
...pocałunki jak wiatr ... coraz szybciej ... a w żyłach krew na strunach namiętności gra swoje scherzo ...
skomentuj (3)
Klasa | 2008-11-14 00:38:57
... z kim miała się zaprzyjaźnić w przeszłych latach szkolnych, to się zaprzyjaźniła, i te incydentalne przyjaźnie przetrwały na szczęście wiele lat ...do dziś trwają zaliczając trudne meandry ewolucji charakterów krzesanych na zakrętach życiowych upadków, sukcesów czy zwykłych wydarzeń dla jednych a dla innych wydarzeń malowanych niezwykłością... to były jej przyjaźnie ...jedne ze szkoły podstawowej inne ze średniej i te z dwóch uczelni skrajnych tematycznie ...nie tęskniła za spotkaniami klasowymi, tak modnymi w ostatnich czasach...nie emocjonowała się portalami odświeżającymi dawne znajomości klasowe... nie oszukiwała samej siebie, że miała tylko same dobre relacje z dziewczynami czy z kolegami ...nie umiała w czasach szkolnych wypośrodkować własnego statusu finansowego, albo miała uczucie, że za dużo przepuszcza z innymi własnej kasy, albo że za bardzo jest skąpa ... i tak i siak był to dyskomfort... ten dylemat w dawnym środowisku miałaby pewnie i do dziś... bo wśród tych za którymi nie tęskniła pozostali i tacy na szczęście będący w mniejszości.. co nie pozwolą jej zapomnieć o tym dyskomforcie ....
skomentuj (2)
Kwesta | 2008-11-02 04:13:02
...kwestowała...
...zmoczona deszczem oddała o zmierzchu swoją puszkę ...przywykły do analizy umysł podpowiadał, że... po ilości wrzucanych banknotów i dźwięku wpadających monet... jej puszka przegrała na tej alejce konkurs popularności z puszką pary aktorów... wstydliwie wsunęła w szparę metalowego pojemnika przygotowany wcześniej własny plik banknotów ... wychodząc z pomieszczenia organizatorów żegnała swoją puszkę z sentymentem...
...ruch wyciągniętej dłoni z prośbą o datek był nowym nieznanym wcześniej doświadczeniem... łatwej dawać niż prosić...łatwiej przyjmować słowo "dziękuję" ...niż wypowiadać je jak mantrę przez kilka godzin...
skomentuj (1)
© Copyright senafer 2003-2007
design graphic-arts
All Rights Reserved